moje wontpliwości pisać czy nie pisać po fakcie, zostały rozwiane skoro niektórzy nie pamiętają już:
a. paranoji,
b. ex-ą-phovans,
c. a. przede wsyztskim kolacyjki w plenerze.
wnioskuję, że pisać ku uciesze narodu muszę:) kolejne noteczki na blogasku nadchodza!
Kategorie: Uncategorized
Otagowane: ex, kolacyjka, niektórzy
dzień wtóry tj. 16 sierpnia 2008. po drodze, wskutek zbyt długich zakupów w ww przybytku, postanowione zostało iż apartamenty zbudujemy w Aux-en-Provance. niestety przybyliśmy tuż po 22 i miła, podobno, Pani poinformowała Mar, oczywiście po francusku, że NIE. tu spali nie będziemy brzmiał konkluzja. dzięki temu, że Państwo B. posługują się owym barbarzyńskim, choć niewątpliwie śpiewnym językiem, udało się znaleźć nowe zupełnie przestrzenie dla naszego apartamentu. odetchnęliśmy z ulga, bo wizja noclegu w samochodzie była mało kusząca. tylko do następnego poranka, bo jednak budowanie apartamentów w kompletnych ciemnościach nie okazały się być naszą domeną – spanie we własnych nogach, gdyż głowa i tułów w owe zjeżdżał, nie jest wygodne. zdecydowanie nie jest. w tzw. międzyczasie, wierzę, że z powodu zmęczenia, a nie degeneracji musku, udało nam się wpaść w paranoję w związku z czym zamiast zwiedzać Aux popędziliśmy w niedzielny poranek w kierunku Marsylii…
ps. po drodze była jeszcze urocza kolacyjka w plenerze <tutaj miała znaleźć się dokumentacja foto, ale żadna się nie nadaje do upublicznienia – dodatek cenzorski>
ps2. słowniczek:
apartament=namiot
domena=www.zagle.wordpress.com
samochód=zielony Peugozaur Partner
paranoja = jednostka chorobowa objawiająca się przeświadczeniem o konieczności spania w mesie
Kategorie: Uncategorized
Otagowane: cenzor, ex, paranoja
niestety, moje nadzieje na dostępność internetu w dalszym żeglowaniu została w zupełności i całej rozciągłości zweryfikowana negatywnie. nie było i już. wiem, że to żaden urok pisać post factum, ale jak się nie ma co się lubi, to napiszę teraz:)
na początek niech będzie Strasbourg (nocleg 15/16 września). nie, instytucji EU nie widziałam, bo i po co. jest na szczęście w tym alzackim miasteczku co oglądać bez narażania się na kontakt z polityką. odpoczywaliśmy od.
tam z pewnością wrócę bo wieczór to za mało. przede wszystkim raz jeszcze obejrzeć Petite-France (ja nie wiem naprawdę o co chodzi z tą Wenecją, w porównaniu na przykład) i zjeść tarte flambe. może niekoniecznie raz jeszcze iluminacje fasady katedry, bo to wystarczy raz, ale nigdy więcej natomiast campingu. nawet Hiszpanie byli lepsiejsi w higienie, nie wspominając o zimnie. kto widział nie podgrzewać ziemi pod namioty w tej temperaturze, tak???
<foto już jest>
wraz z podróżą na południe robiło się coraz cieplej, a i napięcie wzrastało, niestety Hitchcock miał dopiero nastać, ale o tym kolejno.
po drodze jeszcze oczywiście zakupy i tutaj mała reklama – polecamy bardzo Decathlona we francuskim wydaniu. inna jakość:)
Kategorie: Uncategorized
Otagowane: blada, dupa, dziennik
i od czego tu zacząć? słabo z tym łaj-faj i doniesienia na bieżąco znacznie utrudnione. zacznijmy od końca.
dzień sądny 19 sierpnia. 30 morskich mil z Calanques do Port Napoleon. słaby południowo–wschodni wiaterek i….. rzyg, rzyg, rzyg. większość załogi, łącznie ze mną:( uff, dobrze siedzieć w marinie i się nie hustać, tylko weny brak wtedy. wszyscy z pewną taką nieśmiałością oczekują jutrzejszego dnia, pogody i samopoczucia, może wtedy będzie łatwiej:) a doniesień jest sporo.
na początek cytat z podróży do Marsylii;)
-kochanie, nie ogoliłeś się!
-Ty też masz wady!
Kategorie: Uncategorized
Otagowane: golarka, rzyg, łaj-faj
dwie godziny spóźnienia, ale czy to jeszcze kogoś dziwi? Państwa B. nie!:) to w drogę. podobno wieje, mocno wieje i z zachodu. może następne doniesienia prosto z Turcji?
Kategorie: morsko
Otagowane: kwadrans akademicki, Turcja, zefirek
post, ale nie blog – wtajemniczeni czytali:)
do tego zabierałam się długo, prawie dwa lata. bo wszystko zaczęło się dwa lata temu, a tak naprawdę bardzo dawno od książek Zbigniewa Kosiorowskiego. reszta była tylko niespełnionym marzeniem, które przypadkowo zmaterializowało się kursem na żeglarza jachtowego na krakowskim bajorku (czyt. Bagry). niestety wskutek “nieszczęśliwych okoliczności” patentu nie posiadłam, co jest materiałem na osobny wpis, może nawet bloga. nie wiem czy to Neptun, czy PZŻ rzucał mi kłody pod nogi, ale zew był silniejszy i rok później spędziłam cały tydzień w miłym towarzystwie m.in. kapitana Adama Ż. na Adriatyku. oprócz wspomnień został mi patent ISSA. niby nic, ale zawsze COŚ.
za kilka dni, w jeszcze milszym towarzystwie, pod opieka ww kapitana, będę na rejsie , skąd relacja “Na żywo” i gorąco.
i sama już nie wiem czy to z powodu żagli, czy aplikacji wordpress na ipod touch’a
Kategorie: morsko
Otagowane: bajorko, PZŻ, towarzystwo