niestety, moje nadzieje na dostępność internetu w dalszym żeglowaniu została w zupełności i całej rozciągłości zweryfikowana negatywnie. nie było i już. wiem, że to żaden urok pisać post factum, ale jak się nie ma co się lubi, to napiszę teraz:)
na początek niech będzie Strasbourg (nocleg 15/16 września). nie, instytucji EU nie widziałam, bo i po co. jest na szczęście w tym alzackim miasteczku co oglądać bez narażania się na kontakt z polityką. odpoczywaliśmy od.
tam z pewnością wrócę bo wieczór to za mało. przede wszystkim raz jeszcze obejrzeć Petite-France (ja nie wiem naprawdę o co chodzi z tą Wenecją, w porównaniu na przykład) i zjeść tarte flambe. może niekoniecznie raz jeszcze iluminacje fasady katedry, bo to wystarczy raz, ale nigdy więcej natomiast campingu. nawet Hiszpanie byli lepsiejsi w higienie, nie wspominając o zimnie. kto widział nie podgrzewać ziemi pod namioty w tej temperaturze, tak???
<foto już jest>
wraz z podróżą na południe robiło się coraz cieplej, a i napięcie wzrastało, niestety Hitchcock miał dopiero nastać, ale o tym kolejno.
po drodze jeszcze oczywiście zakupy i tutaj mała reklama – polecamy bardzo Decathlona we francuskim wydaniu. inna jakość:)